Ubezpieczenie GAP, czyli Guaranteed Auto Protection na polskim rynku zagościło zaledwie kilka lat temu, a już cieszy się coraz to większą popularnością. Powodem dużego zainteresowania Polaków tym ubezpieczeniem jest zwiększona ochrona dla posiadacza pojazdu, która w chwili powstania szkody całkowitej gwarantuje mu uzyskanie odszkodowania w kwocie odpowiadającej początkowej wartości pojazdu. Dlaczego jest to tak korzystne rozwiązanie? Mianowicie samochody z roku na rok tracą na wartości. Dobrym przykładem obrazującym celowość zastosowania tego rodzaju ubezpieczeń jest kradzież samochodu, którego wartość bezpośrednio po zakupie wynosiła 100 tysięcy, a zostaje on skradziony po 3 latach użytkowania, kiedy to jego wartość zmniejszyła się o około 40 tysięcy. Przy standardowym ubezpieczeniu otrzymalibyśmy kwotę niższą, uwzględniającą spadek wartości pojazdu, natomiast ubezpieczenie GAP gwarantuje wyrównanie kwoty i dopłatę do kwoty wyjściowej, czyli takiej która znajduje się na umowie.

Od ubezpieczenia GAP należy odróżnić stałą sumę ubezpieczenia, które jest dodatkową opcją zabezpieczenia w przypadku AC. W tym przypadku wartość pojazdu „zamrażana” jest standardowo na okres jedynie 12 miesięcy, skutkiem czego jest zmniejszenie ochrony ubezpieczonego, ale zwiększenie jej po stronie ubezpieczyciela z uwagi na to, iż wydłużony okres ochronny w przypadku ubezpieczenia GAP sprzyja wyłudzeniom odszkodowań poprzez tzw. fikcyjne kradzieże. Wartość nowych pojazdów po kilku latach użytkowania drastycznie spada, zdarza się, że ich wartość w dniu powstania szkody jest mniejsza o blisko 50% niż wartość początkowa pojazdu. Taka sytuacja stanowi więc pokusę dla posiadaczy samochodów, by tuż przed końcem trwania umowy ubezpieczenia, kiedy to wartość pojazdu jest znacząco niższa, zgłosić jego kradzież i uzyskać odszkodowanie w wysokości jego pełnej wartości.

Udowodnienie fikcyjnej kradzieży jest niemałym wyzwaniem dla organów ścigania. Należy podkreślić, że tak naprawdę trzeba udowodnić nie jedno, jakby się wydawało, a aż trzy przestępstwa – oszustwo w stosunku do firmy ubezpieczeniowej, zawiadomienie o przestępstwie, którego nie popełniono oraz składanie fałszywych zeznań. Za wszystkie te działania grozi kara aż 8 lat pozbawienia wolności. Choć mogłoby się wydawać, że tak złożone działanie jest stosunkowo łatwe do udowodnienia, niestety nie ma nic bardziej mylnego, ponieważ sprawcy przyjmują zazwyczaj schemat działania, w którym według ich wersji wydarzeń, zaparkowali samochód w ustronnym miejscu, którego akurat przypadkowo nie obejmował monitoring miejski. Nierzadko zdarza się, że dodatkowo pokrzywdzeni, którzy tak naprawdę są sprawcami przestępstwa, sprzedają pojazd na części, tym samym utrudniając jego odnalezienie i sprawiając wrażenie jakby rzeczywiście „rozpłynął się w powietrzu”. Inna taktyka to pozostawianie samochodów na niestrzeżonym parkingu. Bywa również tak, że przestępcy wykazują się większą kreatywnością niż po prostu sprzedanie auta na części, taka sytuacja miała miejsce na przykład w Warcie, gdzie właściciel forda rangera o wartości 150 tysięcy złotych twierdził, że pozostawił samochód na parkingu przed supermarketem i nie zastał go tam, gdy wrócił z zakupów. Jak się okazało jego radość z oszustwa nie trwała długo, ponieważ kilka dni później pojazd został odnaleziony u jego kolegi w przechowalni na owoce, ukryty za skrzyniami.

Warto odnieść się również do statystyk Komendy Stołecznej Policji, według której aż 1/3 zgłoszeń kradzieży pojazdu jest zawiadomieniami fałszywymi, w związku z czym można wysnuć wnioski, że w opinii społeczeństwa takie postępowanie jest bardzo opłacalne. Nie należy się z tym jednak zgodzić, ponieważ właśnie z uwagi na takie zachowanie klientów, w firmach ubezpieczeniowych zatrudnia się coraz więcej specjalistów, których zadaniem jest wychwycenie najmniejszych szczegółów stanowiących odstępstwa od prawdy. Sami pracownicy firm ubezpieczeniowych wypowiadający się w kontekście praktyki fikcyjnych zgłoszeń kradzieży twierdzą, że jest to działanie bezsensowne, bo może się zdarzyć, że nie otrzymamy ani odszkodowania, ani samochodu, a dodatkowo odpowiemy karnie, jeśli do zdarzenia faktycznie nie doszło.

Autor:

Adrianna Kik Studentka III roku prawa na wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *